Wybiórcza pamięć Poetteringa i Steinbach
Nasz Dziennik, 2007-08-20
Przewodniczący Parlamentu Europejskiego (PE) Hans-Gert Poettering, gość honorowy sobotnich obchodów Dnia Stron Ojczystych, udzielił zdecydowanego poparcia przewodniczącej Związku Wypędzonych (BdV) Erice Steinbach i wziął ją w obronę przed rzekomymi atakami ze strony Powiernictwa Polskiego. Podczas uroczystości organizowanych po raz dziesiąty przez Steinbach ponownie próbowano ukazać niemieckich przesiedleńców jako niewinne ofiary II wojny światowej, a Polskę postawiono w roli agresora, odpowiedzialnego za tragedię tzw. wypędzonych. Obecność Poetteringa na imprezie o rewizjonistycznym charakterze ostro skrytykowały polskie władze. Doradca Ministerstwa Spraw Zagranicznych ds. współpracy polsko-niemieckiej prof. Mariusz Muszyński jednoznacznie stwierdził, że ani Steinbach, ani kierowany przez nią BdV nie dają gwarancji obiektywnego spojrzenia na przeszłość, a sama Steinbach wtrąca się w wewnętrzne sprawy Polski. Poettering i premier Hesji Roland Koch odcięli się od roszczeń materialnych wysuwanych przez Powiernictwo Pruskie wobec Polski.
Hans-Gert Poettering, odpowiadając na pytanie "Naszego Dziennika", jak ocenia ostry protest polskich eurodeputowanych, którzy głośno sprzeciwiali się jego obecności na Dniu Stron Ojczystych, stwierdził, że nie mógł i nie chciał odrzucić zaproszenia Związku Wypędzonych, gdyż lepiej aby problem wypędzeń i wysiedleń wielu narodów stał się problemem europejskim, a nie jedynie bilateralnym, np. polsko-niemieckim.
Gdy niemieckie media prześcigały się w oskarżaniu rządu Jarosława Kaczyńskiego o faszyzm, niemieccy politycy milczeli, tłumacząc swą postawę "wolnością prasy". Natomiast prawdziwą burzę wywołała w Berlinie ulotka Powiernictwa Polskiego, na której Steinbach jest przedstawiona na tle żołnierza Waffen-SS. - Piętnuję ulotkę Powiernictwa Polskiego, który przedstawia panią w niedopuszczalny i niegodny sposób - zapewnił Steinbach szef Parlamentu Europejskiego.
Prezes Powiernictwa Polskiego, senator Dorota Arciszewska-Mielewczyk (PiS) odrzuciła tę krytykę oraz wezwała Steinbach i BdV do rozliczenia się z nazistowską przeszłością.
Najwyraźniej nie ma ona takiego zamiaru. - To Hitler otworzył puszkę Pandory, ale masowe wypędzenia miały miejsce jedynie w państwach za żelazną kurtyną, a nie np. w Danii czy Francji. Choć to Stalin był głównym twórcą polityki wypędzeń, to pierwotna inicjatywa leżała po stronie krajów wypędzających Niemców - grzmiała Steinbach.
- Nazistowski terror w Europie w okresie II wojny światowej nie może być pretekstem do usprawiedliwiania masowych wypędzeń Niemców i odrzucania współczucia wobec ofiar - stwierdziła przewodnicząca BdV. - Mówiąc o historii, należy pamiętać, że to Niemcy wywołali II wojnę światową - podkreśla prof. Muszyński.
Mimo głoszenia otwarcie rewizjonistycznych i antypolskich poglądów, Steinbach najwyraźniej cieszy się stałym poparciem rządu Angeli Merkel. - Po osobistych rozmowach z kanclerz Merkel jestem pewna, że centrum dokumentacji wypędzeń powstanie w Berlinie, i to we współpracy z BdV - poinformowała Steinbach.
W 2005 r. do umowy koalicyjnej wprowadzono postulat utworzenia tzw. widocznego znaku poświęconego ofiarom wysiedleń. Jeszcze na początku tego roku Steinbach protestowała przeciwko pomijaniu jej organizacji przy pracach nad tym projektem.
Szefowa BdV odmówiła nam w sobotę rozmowy, twierdząc, że nasze relacje są nieobiektywne. Poinformowała jedynie "Nasz Dziennik", że swoją wystawę "Wymuszone Drogi", która w rażący sposób fałszuje kwestię przesiedleń, zamierza przedstawić także w Polsce. Nie sprecyzowała jednak, kiedy ani też jaka organizacja wyraziła zainteresowanie ekspozycją. Wypędzeni od 1950 r. rokrocznie obchodzą Dzień Stron Ojczystych. Tegoroczne spotkanie odbyło się pod hasłem "Mała ojczyzna jest prawem człowieka".
Poettering - najpierw Niemiec, potem Europejczyk
Obecność na uroczystościach przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Hansa-Gerta Poetteringa i jego oficjalne poparcie dla działań Steinbach zdecydowanie wzmacniają jej pozycję nie tylko na niemieckiej, ale także na europejskiej scenie politycznej. Trudno obecnie mówić o marginalnej i niewiele znaczącej w Niemczech roli "wypędzonych", gdyż za pośrednictwem szefa PE problem rewizjonizmu niemieckich przesiedlonych po II wojnie światowej stał się problemem europejskim.
- Hans Poettering, przemawiając podczas Dnia Stron Ojczystych, zademonstrował jednoznacznie, że najpierw jest Niemcem, później przyjacielem pani Steinbach, a dopiero na końcu przewodniczącym Parlamentu Europejskiego. Udowodniła to jego ostra krytyka skierowana w stronę Powiernictwa Polskiego i obrona Eriki Steinbach - powiedział "Naszemu Dziennikowi" obecny na zjeździe berliński mecenas Stefan Hambura.
Waldemar Maszewski, Berlin
Monday, August 20, 2007
Saturday, August 18, 2007
LPR przeciw obecności przewodniczącego Parlamentu Europejskiego na zjeździe niemieckich ziomkostw (2007-08-18)

LPR przeciw obecności przewodniczącego Parlamentu Europejskiego na zjeździe niemieckich ziomkostw (2007-08-18)
Zarząd Główny LPR protestuje przeciwko obecności przewodniczącego parlamentu Europejskiego Hansa Goerta - Poetteringa na - rozpoczętym w sobotę - zjeździe ziomkostw niemieckich. Zjazd jest częścią corocznych obchodów "Dnia stron ojczystych" - święta Niemców, przesiedlonych po II wojnie światowej ze wschodnich terytoriów III Rzeszy i ziem jej podporządkowanych.
"Podjęcie decyzji o udziale w zjeździe przez przewodniczącego PE jest wyrazem braku szacunku władz Parlamentu Europejskiego wobec Polski, która w wyniku II wojny światowej poniosła najwyższą ofiarę" - stwierdza w przesłanym w oświadczeniu Zarząd Główny LPR.
Zarząd stwierdza, że rokrocznie obchody tego święta mają charakter rewanżystowski i roszczeniowy wobec Polski. Co roku też, pomimo deklaracji braku poparcia, pojawiają się tam czołowi niemieccy politycy. Zdaniem Zarządu Głównego LPR obecność Przewodniczącego Parlamentu Europejskiego na zjeździe jest szczególnie niepokojąca z powodu rosnącej liczby roszczeń wypędzonych Niemców wobec Polaków.
W oświadczeniu Zarządu Głównego LPR czytamy także, że: "sposób prowadzenia polityki przez Pana Poetteringa, uwidacznia narzucanie przez Niemców Unii Europejskiej swoich racji." W związku z tym, Zarząd domaga się uznania Hansa-Gerta Poetteringa za persona non grata na terenie Rzeczpospolitej. Władze LPR uważają, także iż Poettering: "stracił moralne prawo do sprawowania funkcji przewodniczącego PE."
PAP/TP
Steinbach: Hitler nie może być usprawiedliwieniem dla wypędzeń
Steinbach: Hitler nie może być usprawiedliwieniem dla wypędzeń (2007-08-18)
Nazistowski terror w Europie w okresie II wojny światowej nie może być pretekstem do usprawiedliwiania masowych wypędzeń Niemców i odrzucania współczucia wobec ofiar - powiedziała przewodnicząca niemieckiego Związku Wypędzonych (BdV) Erika Steinbach otwierając w sobotę w Berlinie "Dzień stron ojczystych".
Największe doroczne spotkanie niemieckim ziomkostw odbyło się w tym roku pod hasłem "Mała ojczyzna jest prawem człowieka".
"Nasz los poprzedziły straszne wydarzenia. Hitler otworzył puszkę Pandory" - mówiła Steinbach. "Kardynalnym błędem" jest jednak nadużywanie "strasznego nazistowskiego panowania" w Europie do usprawiedliwiania masowych wypędzeń i odrzucania współczucia.
Szefowa BdV zwróciła uwagę, że przymusowe wysiedlenia Niemców miały miejsce tylko w krajach, które znalazły się za "żelazną kurtyną", chociaż inne kraje, takie jak Belgia, Dania czy Francja, miały takie same powody, by wziąć odwet na Niemcach.
"Stalin był protektorem grozy. Pierwotna inicjatywa w tym kierunku była jednak decyzją krajów wypędzających. Aby doprowadzić do wypędzenia Niemców sudeckich, (prezydent Edvard) Benesz sprzedał Czechosłowację Stalinowi" - powiedziała Steinbach. Zaznaczyła, że wysiedleniami objęto także Niemców, którzy byli przeciwnikami nazizmu.
Przewodnicząca BdV podkreśliła, że w ciągu minionych lat zmieniło się podejście niemieckiego społeczeństwa do problematyki wypędzeń. Z mediów niemal całkowicie znikła teza o "sprawiedliwej karze", jako spotkała Niemców. Wzrasta zainteresowanie i współczucie dla ofiar, także wśród młodzieży - twierdzi Steinbach. Dodała, że problematyka ta jest elementem niemieckiej tożsamości. "Naród bez pamięci jest jak roślina bez korzeni" - mówiła.
Steinbach wskazała na rolę, jaką w procesie wprowadzenia problematyki wysiedleń do dialogu w Niemczech odegrała powołana w 2000 roku przez BdV fundacja Centrum przeciwko Wypędzeniom. "Byliśmy i jesteśmy siłą napędową" - oceniła. Jej zdaniem, powstanie w Berlinie placówki ukazującej losy Niemców przymusowo wysiedlonych z Europy Środkowej i Wschodniej jest konieczne. "Taka placówka nie może powstać ponad głowami samych zainteresowanych. Do tego nie dojdzie" - zapewniła.
Pod naciskiem BdV oraz partii chadeckich CDU/CSU koalicyjny rząd Angeli Merkel wpisał jesienią 2005 roku do umowy koalicyjnej postulat utworzenia "widocznego znaku", poświęconego ofiarom wysiedleń. Steinbach protestowała na początku tego roku przeciwko pomijaniu jej organizacji przy pracach nad tym projektem. Jak twierdziły niemieckie media, po interwencjach Steinbach pierwotne założenia placówki odesłano do ponownych konsultacji.
W przemówieniu w Berlinie Steinbach podkreśliła, że "pani kanclerz i ona" są zgodne co do tego, że BdV oraz fundacja Centrum przeciwko Wypędzeniom muszą zostać włączone zarówno do planowania, jak i późniejszej działalności placówki.
Realizacja tego projektu spowoduje, że losy wypędzonych nie ulegną zapomnieniu i znajdą poczesne miejsce w zbiorowej pamięci Niemców - podkreśliła Steinbach, długo oklaskiwana przez uczestników "Dnia stron ojczystych".
Nazistowski terror w Europie w okresie II wojny światowej nie może być pretekstem do usprawiedliwiania masowych wypędzeń Niemców i odrzucania współczucia wobec ofiar - powiedziała przewodnicząca niemieckiego Związku Wypędzonych (BdV) Erika Steinbach otwierając w sobotę w Berlinie "Dzień stron ojczystych".
Największe doroczne spotkanie niemieckim ziomkostw odbyło się w tym roku pod hasłem "Mała ojczyzna jest prawem człowieka".
"Nasz los poprzedziły straszne wydarzenia. Hitler otworzył puszkę Pandory" - mówiła Steinbach. "Kardynalnym błędem" jest jednak nadużywanie "strasznego nazistowskiego panowania" w Europie do usprawiedliwiania masowych wypędzeń i odrzucania współczucia.
Szefowa BdV zwróciła uwagę, że przymusowe wysiedlenia Niemców miały miejsce tylko w krajach, które znalazły się za "żelazną kurtyną", chociaż inne kraje, takie jak Belgia, Dania czy Francja, miały takie same powody, by wziąć odwet na Niemcach.
"Stalin był protektorem grozy. Pierwotna inicjatywa w tym kierunku była jednak decyzją krajów wypędzających. Aby doprowadzić do wypędzenia Niemców sudeckich, (prezydent Edvard) Benesz sprzedał Czechosłowację Stalinowi" - powiedziała Steinbach. Zaznaczyła, że wysiedleniami objęto także Niemców, którzy byli przeciwnikami nazizmu.
Przewodnicząca BdV podkreśliła, że w ciągu minionych lat zmieniło się podejście niemieckiego społeczeństwa do problematyki wypędzeń. Z mediów niemal całkowicie znikła teza o "sprawiedliwej karze", jako spotkała Niemców. Wzrasta zainteresowanie i współczucie dla ofiar, także wśród młodzieży - twierdzi Steinbach. Dodała, że problematyka ta jest elementem niemieckiej tożsamości. "Naród bez pamięci jest jak roślina bez korzeni" - mówiła.
Steinbach wskazała na rolę, jaką w procesie wprowadzenia problematyki wysiedleń do dialogu w Niemczech odegrała powołana w 2000 roku przez BdV fundacja Centrum przeciwko Wypędzeniom. "Byliśmy i jesteśmy siłą napędową" - oceniła. Jej zdaniem, powstanie w Berlinie placówki ukazującej losy Niemców przymusowo wysiedlonych z Europy Środkowej i Wschodniej jest konieczne. "Taka placówka nie może powstać ponad głowami samych zainteresowanych. Do tego nie dojdzie" - zapewniła.
Pod naciskiem BdV oraz partii chadeckich CDU/CSU koalicyjny rząd Angeli Merkel wpisał jesienią 2005 roku do umowy koalicyjnej postulat utworzenia "widocznego znaku", poświęconego ofiarom wysiedleń. Steinbach protestowała na początku tego roku przeciwko pomijaniu jej organizacji przy pracach nad tym projektem. Jak twierdziły niemieckie media, po interwencjach Steinbach pierwotne założenia placówki odesłano do ponownych konsultacji.
W przemówieniu w Berlinie Steinbach podkreśliła, że "pani kanclerz i ona" są zgodne co do tego, że BdV oraz fundacja Centrum przeciwko Wypędzeniom muszą zostać włączone zarówno do planowania, jak i późniejszej działalności placówki.
Realizacja tego projektu spowoduje, że losy wypędzonych nie ulegną zapomnieniu i znajdą poczesne miejsce w zbiorowej pamięci Niemców - podkreśliła Steinbach, długo oklaskiwana przez uczestników "Dnia stron ojczystych".
Odszkodowania wojenne dla Polski.
Odszkodowania wojenne dla Polski.
Reparacje w zasięgu ręki!
Pozornie reparacje wojenne są już sprawą zamkniętą. Władze PRL zrzekły się do tego praw w latach 50., zaś taką samą deklarację złożył po czterech dekadach również rząd Tadeusza Mazowieckiego. Jednak czy miał prawo to zrobić? Okazuje się, że Polska może jednak żądać zadośćuczynienia za krzywdy wojenne! W Sejmie poprzedniej kadencji polscy parlamentarzyści przyjęli uchwałę, że Polska nie otrzymała dotychczas stosownej kompensacji finansowej za zniszczenia i straty wojenne. Jednocześnie posłowie wezwali rząd do podjęcia odpowiednich działań w tej materii wobec Niemiec.
Odpowiedź rządu Belki była jednoznaczna nie ma mowy o podejmowaniu tematu reparacji wojennych, bowiem jest to sprawa zamknięta. Podstawą tej wypowiedzi były ekspertyzy prawne, w których wskazywano, że Polska zrzekła się reparacji od Niemiec przez złożenie oświadczenia rządu Bieruta 23 sierpnia 1953 roku. Na przykład profesor Władysław Czapliński (Eksprertyza BSiE nr 303 IP-105 P) uważa, że w związku z tym wszelkie wypłaty dokonywane przez rządy RFN po tym zrzeczeniu, na przykład odszkodowania dla robotników przymusowych, miały charakter świadczeń dobrowolnych.
Tymczasem okazuje się, że sprawa nie jest tak jednoznaczna, a posłowie mieli podstawy, by podjąć uchwałę o odszkodowaniach
Inny punkt widzenia
Premier Belka nie wspominał jednak, że nie wszyscy prawnicy podzielają takie zdanie. Przykładem jest profesor Mariusz Muszyński, który w Kwartalniku Prawa Publicznego (nr 3/2004) zanegował wykładnię profesora Czaplińskiego.
Autor rozpoczął od podstawowej definicji. Reparacja to forma rekompensaty, jakiej można się domagać od państwa, które wywołało wojnę, czyli było agresorem, w zamian za szkodę spowodowaną przez działania wojenne. W przypadku Polski i Niemiec mamy sprawę oczywistą. To Berlin jest odpowiedzialny za wywołanie II wojny światowej. My zaś jesteśmy ofiarą narodowosocjalistycznej polityki.
Takie reparacje zostały przyznane Polsce po II wojnie światowej. Były one przyjmowane z sowieckiej strefy okupacyjnej, czyli z terytorium późniejszej Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Jednak wypłaty odbywały się tylko do 1 stycznia 1954 roku, bowiem kilka miesięcy wcześniej Moskwa zdecydowała się zaprzestać pobierania odszkodowań od nowych, komunistycznych Niemiec (jednak wbrew temu, co się wielokrotnie mówi, wcale się nie zrzekła). Oczywiście identycznie musieli zrobić inni wasale Kremla.
I tak już 23 sierpnia 1953 roku zostało zwołane specjalne posiedzenie rządu PRL, na którym poruszano kwestię zawartego parę dni wcześniej protokołu między ZSRR a NRD. Ówczesny szef rządu Bolesław Bierut stwierdził, że PRL winna się odnieść do tak ważnego dokumentu zawartego między bratnimi państwami. Następnie doszło do odczytania przez ministra spraw zagranicznych oświadczenia rządu, w którym zrzekano się z dniem 1 stycznia 1954 roku odszkodowań wojennych od NRD.
Wydawać by się mogło, że sytuacja jest klarowna i w świetle powyższych faktów nie ma mowy o jakichkolwiek reparacjach na rzecz Polski, jednak wnikliwa analiza oświadczenia rządu Bieruta przez pryzmat prawa międzynarodowego, przeprowadzona przez profesora Muszyńskiego, prowadzi do interesujących wniosków.
Bierut listy pisze
Aby można było mówić o zrzeczeniu się reparacji, powinno nastąpić to w formie aktu, który zgodnie z prawem międzynarodowym wywiera skutki prawne w stosunkach między państwami.
Otóż takim aktem bez wątpienia jest traktat międzynarodowy, czyli porozumienie zawarte w formie pisemnej i uregulowane przez prawo międzynarodowe.
Jednak, jak podkreśla profesor Muszyński, we wzajemnych stosunkach polsko-niemieckich nie ma traktatu w sprawie reparacji od Niemiec. W dokumentach archiwalnych można jedynie odnaleźć list premiera NRD Grotewohla, w którym dziękuje on za pomoc udzieloną przez Polskę, a także zrzeczenie się reparacji oraz odpowiedź Bieruta, w której podkreśla on rolę zacieśniania dobrosąsiedzkich stosunków. Zgodnie z art. 13 i 16 konwencji wiedeńskiej o prawie traktatów z 23 maja 1969 roku, do zawarcia traktatu może dojść poprzez wymianę not między państwami. Wymiana listów jest w takim wypadku zupełnie niewiążąca.
Co więcej, reprezentować państwo może prezydent, premier, minister spraw zagranicznych, a także osoba legitymująca się odpowiednim pełnomocnictwem. Po drugie, nota musi zawierać propozycje danego porozumienia wraz z podaniem jego treści drugiemu państwu, które musi zaakceptować te propozycje w formie noty. Przesłanka ta nie zachodzi w przypadku listów Grotewohla i Bieruta, bowiem żaden z nich nie proponuje zawarcia porozumienia w sprawie reparacji, a jedynie przesyłają sobie podziękowania i wskazują na konieczność zacieśniania wzajemnej współpracy.
Ekonomiczny przymus
Drugą obok traktatu drogą do zrzeczenia się reparacji jest jednostronny akt będący samoistnym źródłem prawa międzynarodowego. Mamy z nim do czynienia, gdy spełnionych jest jednoczweśnie kilka przesłanek:
- akt musi być prawdziwie jednostronny,
- oświadczenie musi być złożone przez kompetentny organ,
- państwo składające oświadczenie musi mieć zamiar związania się treścią oświadczenia,
- zobowiązanie musi być bezwarunkowe i definitywne,
- oświadczenie jest złożone publicznie i erga omnes (wobec wszystkich),
- dokument musi być wolny od wad.
Jak wskazuje profesor Muszyński, uchwała rządu PRL była w sposób ścisły powiązana z protokołem zawartym między ZSRR a NRD z 22 sierpnia 1953 roku. Tak więc pierwsza przesłanka nie jest spełniona. Późniejsze działania rządu PRL zmierzające do uzyskania reparacji od rządu RFN powodują, że nie są spełnione przesłanki 3. i 4. Dodatkowo oświadczenie dotyczące treści uchwały rządu PRL nie zostało nigdy złożone w sposób publiczny. Jak więc widać, oświadczenie z 23 sierpnia 1953 roku nie spełnia co najmniej czterech przesłanek.
Wreszcie, na co wskazał profesor Sandorski, oświadczenie rządu Bieruta zostało złożone pod presją ZSRR w formie przymusu ekonomicznego, co naruszało suwerenność państwa składającego oświadczenia.
Wadliwe oświadczenie
Mając na uwadze powyższe fakty, profesor Muszyński wskazuje, że oświadczenie rządu Bieruta ma charakter wadliwy. Tym samym nie wywiera żadnych skutków prawnych na płaszczyźnie międzynarodowej, a ma jedynie charakter aktu politycznego.
W swoim artykule profesor Muszyński odnosi się również do traktatu 2+4, który został zawarty przez RFN i NRD z mocarstwami, na mocy którego ZSRR zamknął kwestię reparacji w sposób milczący. Jednak traktat ten nie rodzi żadnych konsekwencji dla Polski w kwestii reparacji, ponieważ nie byliśmy jego stroną. I nigdy Polska w wyraźny sposób, na piśmie nie odniosła się do ustaleń tego międzynarodowego dokumentu.
As w rękawie
Kończąc swój artykuł, profesor Muszyński wskazuje, że z przeprowadzonej przez niego analizy wynika, że dzisiaj istnieje teoretyczna możliwość występowania z roszczeniami reparacyjnymi wobec Niemiec, bowiem obecnie nie ma aktu prawnego, który w sposób skuteczny zamykałby tę kwestię. Z drugiej jednak strony profesor pozostaje bardzo sceptyczny wobec możliwości wywalczenia realnych odszkodowań. Wynika to z obecnych realiów politycznych.
Tak czy inaczej, ciekawa analiza oświadczenia rządu PRL z 1953 roku to trudny orzech do zgryzienia dla polityków przyjmujących wasalną postawę wobec Niemiec. Tym bardziej, że trudno będzie im ukazać profesora Muszyńskiego jako prawicowego oszołoma. Jest on naukowcem cieszącym się sporym uznaniem i autorytetem wśród przedstawicieli doktryny międzynarodowej.
Świadomość aktualnego stanu prawnego, który umożliwia występowanie z żądaniami reparacyjnymi, powinna być doskonałym atutem w rękach polskiej dyplomacji, zwłaszcza jeżeli weźmiemy pod uwagę powtarzające się wystąpienia wypędzonych i popierających ich polityków niemieckich. Może być to także podstawa do wystąpienia wobec strony niemieckiej o zawarcie traktatu, który ostatecznie kończyłby kwestię reparacji, regulując jednocześnie zagadnienie ewentualnych roszczeń niemieckich.
Dariusz Kołodziejczyk
03.07.2006
źródło: portal www.prawy.pl
NPD - historia zatacza koło.

NPD - historia zatacza koło.
Symbol swastyki , milionom osób na świecie kojarzy się nierozerwalnie ze zbrodniczą ideologią, która stała za największymi zbrodniami w historii nowożytnej Europy. Symbol ten, jako znak rozpoznawczy przyjęła bawarska nacjonalistyczna partia polityczna założona w 1919 roku pod nazwą DAP, a następnie nazwana NSDAP. Organizacja została zdelegalizowana w 1923 roku, na skutek tzw."puczu monachijskiego" - nieudanej próby przejęcia władzy w Bawarii. Odrodziła się najpierw nielegalnie w 1924 roku, a następnie w 1925 r. pod wodzą Adolfa Hitlera w pełni legalnie wzięła udział w wyborach. W ich wyniku, weszła po raz pierwszy do Reichstagu. Po siedmiu latach tj. w 1932 r. partia odnotowała kolejny spektakularny sukces: zyskała 35% poparcia i stała się największą partią w Reichstagu. Dalszy rozwój i działalność partii przyniosły zmiany w ordynacji wyborczej w Niemczech, dając zielone światło do powstania państwa monopartyjnego. To wydarzenie pociągnęło za sobą całkowite przejęcie władzy w kraju, a w dalszej perspektywie wybuch drugiej wojny światowej. Partia z pewnością nie była jak określają niektórzy tylko "garstką nazistów", która przejęła władzę w państwie i działała wbrew woli całego narodu. Była to organizacja, która w demokratycznych wyborach zdobyła ponad 1/3 głosów, a w 1944 roku, czyli po pięciu latach wyczerpującej wojny, liczyła 8,5 mln członków. NSDAP po zakończeniu wojny została uznana za organizację zbrodniczą i zdelegalizowana.
Dziś cień rzucony na historię narodu niemieckiego przez NSDAP jest wciąż widoczny. Dzieje się to za sprawą NPD - partii, która przez wiele osób uznawana jest za spadkobiercę NSDAP i często określana mianem neonazistowskiej. NPD czyli Narodowodemokratyczna Partia Niemiec (niem. Nationaldemokratische Partei Deutschlands) została założona w 1964 r. w Hanowerze i bez przeszkód działa do dziś. NPD, mimo iż nie ma swoich przedstawicieli w Bundestagu, jest organizacją działającą bardzo prężnie, o czym może świadczyć fakt, iż w wyborach do parlamentu Saksonii uzyskała 9,2 % głosów, co pozwoliło jej wprowadzić 12 posłów.
Zastanawiającym jest fakt, iż organizacja, która w swoim programie głosi m.in. rewizje granic oraz docenienie historycznego dorobku III Rzeszy, czyli Niemiec pod rządami NSDAP zyskała tak wysokie poparcie. Warto przypomnieć tu raz jeszcze, że NSDAP została uznana za organizację zbrodniczą i zdelegalizowana. Nie potrzeba nawet głębszej analizy, aby pokusić się o postawienie tezy, że NPD jest organizacją, która jako jeden z celów postawiła sobie gloryfikację działalności zbrodniarzy mających na rękach krew milionów ludzi. Organizacją, która podobnie jak jej poprzedniczka, manipuluje patriotycznymi poglądami swoich wyborców i zwolenników.
NPD przeprowadziła w ostatnią sobotę i niedzielę pierwszy, ogólnokrajowy zjazd. Chyba tylko przypadek sprawił, że było to w dzień polskiego święta niepodległości. Pomimo konotacji historycznych i odczuć jakie mogło to wyzwolić wśród niektórych z Polaków pamiętających czasy II wojny światowej nie doszukiwałbym się tu żadnego związku. Na miejsce spotkania został wybrany oczywiście Berlin, i nic w tym dziwnego, wszak jest stolicą kraju. Ale.... Stolica kraju była również stolicą Rzeszy, o czym miał przypomnieć ponownie wybrany na przewodniczącego partii Udo Voight. Przywódca partii wskazuje na związek pomiędzy stolicą demokratycznych Niemiec, a stolicą Rzeszy mówiąc dziennikarzom, że obrady w "stolicy Rzeszy" to "wyraźny sygnał". Czemu miało służyć odniesienie? Jak można się domyślać jest zapowiedzią początku triumfalnego marszu NPD do Bundestagu. Wprowadzenie silnej frakcji działaczy NPD do Bundestagu jest najważniejszym celem jaki stawia sobie w najbliższej przyszłości organizacja, a celami pośrednimi wprowadzenie działaczy do parlamentów poszczególnych landów. Zapowiedzi przewodniczącego partii brzmią niemalże jak manifest "Będziemy walczyli o umysły, parlamenty i ulice".
Przedstawiciele NPD chcą zyskać poparcie głosząc swoje główne hasło pracy dla każdego Niemca, a także odwołując się do patriotycznych uczuć Niemców, oraz wykorzystując zmęczenie wielu osób masowym napływem imigrantów, a dokładniej mówiąc dwoma aspektami imigracji. Pierwszym: ekonomicznym, który jest nośnikiem bardzo "chodliwych" haseł np. "imigranci zajmują miejsca pracy", "imigranci żerują na niemieckim systemie socjalnym" - tu możemy znaleźć bardzo wyraźny związek z głównym postulatem partii czyli "pracą dla każdego Niemca". Drugi aspekt ma wymiar społeczny i najogólniej rzecz biorąc dotyczy integracji imigrantów ze społeczeństwem niemieckim.
Na zakończenie zjazdu delegaci odśpiewali "Pieśń Niemców" z jakże dobrze znanym "Deutschland, Deutschland ueber alles". Jak nic rośnie nam nowa generacja "rasy panów". Miejmy tylko nadzieję, że NPD nie będzie stosowało metod swojej "wielkiej" poprzedniczki NSDAP i nie zapomni, że Niemcy to kraj demokratyczny. Należy tu jednak przyznać, że nadzieję na to, iż historia się nie powtórzy dają nam sami Niemcy, których około czterystu protestowało przed rozpoczęciem obrad. Wcześniej władze dzielnicy w której znajduje się ośrodek konferencyjny wybrany na miejsce zjazdu, nie chciały wyrazić na niego zgody. Dopiero Wyższy Sąd administracyjny podjął decyzję o tym, że zjazd może zostać zorganizowany.
Jeśli jesteśmy przy NPD, zjazdach i protestach, jako ciekawostkę warto przypomnieć pewne wydarzenie sprzed czterech miesięcy, a mianowicie: 22 lipca NPD zorganizowała wiec w Miltenbergu w Bawarii, na który uzyskała zgodę miejscowych władz. Traf chciał, że w pobliżu miejsca zgromadzenia znajdował się kościół, w którym posługę duszpasterską sprawował ksiądz katolicki, który najwyraźniej (podobnie jak my), dostrzega związek jaki łączy NPD i NSDAP. Najprawdopodobniej na znak protestu, ksiądz rozpoczął bić w kościelne dzwony, zagłuszając nimi wypowiedzi uczestników manifestacji. To niepokorne zachowanie nie przypadło do gustu władzom NPD, które postanowiły złożyć doniesie do prokuratury. Skutkiem tego było wdrożenie śledztwa przeciwko księdzu, który wg prokuratury uniemożliwił przeprowadzenie wiecu. Prokurator Ernst Wich-Knoten z miejscowej prokuratury powiedział, że duchowny podejrzany jest o zakłócenie legalnej demonstracji, na którą wydały pozwolenie miejscowe władze. Ów prokurator w wypowiedzi dla agencji DPA podkreślił, że jego urząd zobowiązany był do podjęcia działań. Żywimy nadzieję, iż ta wypowiedź oznacza, że mimo iż prokuratura w myśl przepisów prawa była zobowiązana do wszczęcia postępowania, zrobiła tak tylko i wyłącznie by dopełnić formalności oraz, że dołoży wszelkich starań, aby zarzut oddalić.
Na zakończenie dodam, że w pierwszym dniu, pierwszego ogólnokrajowego zjazdu NPD - 11 listopada- protestom towarzyszyło bicie dzwonów okolicznych kościołów...
23.11.06
Jacek Jastrzębski
Dział Planowania i Analiz
Fałszywe relacje między katem a ofiarą

Fałszywe relacje między katem a ofiarą
Jestem pod wrażeniem sformułowań, jakich użył p. Marek A. Cichocki w swojej wypowiedzi o wywiadzie udzielonego dziennikowi Rzeczpospolitej przez deputowanego CDU Jochena-Konrada Frommego: "To znak, ze działalność pani Steinbach przynosi konkretne owoce polityczne" / Rz. 13.12 2006./. W swoim artykule "Coraz więcej zwolenników pani Steinbach" /Rz. 15.12.2006/ przypomina, że w Polsce "pojawiły się także opinie, że problem wyolbrzymiamy, ze znów - jak w przypadku Eriki Steinbach - nagłaśniamy niepotrzebnie to, co dzieli Polaków i Niemców". Nareszcie ktoś zajmujący się profesjonalnie polityką europejską przedstawia nie tylko właściwie działalność Eriki Steinbach, ale formułuje warunki, które z polskiego punktu widzenia są niezbędne, aby dialog pojednania między Polakami a Niemcami nie był podszyty historyczną hipokryzją.
Pamiętam wystąpienia osób minimalizujących problem z Eriką Steinbach. Brakowało wystąpień ostrych i zdecydowanych, sięgających po przykłady barbarzyństwa na ludności i państwie polskim. Nie sadzę, aby nie było dziennikarzy /choć większość to liberałowie wszelkiej maści/pragnących dać ostry odpór nikczemnym prowokacją Eriki Steinbach czy Powiernictwa Pruskiego. Wszak powiedzenie "Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz " jest dość pospolite. Nad poprawnością polityczną czuwali jednak decydenci naszych publikatorów. Dzisiaj niektórzy mogą się czuć zaskoczeni rozwojem sytuacji. W moim liście "Centrum przepędzonych" opublikowanym w "Rz" z 04.08.2005. napisałem: "Zbrodniarzom i barbarzyńcom można wybaczyć ich zbrodnie , nie można jednak pozwolić na stawianie sobie pomników. Nie sądzę jednak, aby nasze protesty uwzględnił nowy rząd niemiecki. Dlatego już od dzisiaj trzeba przygotować godną odpowiedź, aby dorównać niemieckim talentom organizacyjnym widocznym szczególnie w budowaniu obozów koncentracyjnych i machiny śmierci na terenie Polski". Czy daliśmy, zatem godną odpowiedź? Chyba nie, skoro ilość zwolenników Eriki Steinbach rośnie. Pomijam godną odpowiedź. P. Prezydenta czy Premiera, ale tu jestem zdanie, że w tej wojnie na słowa, wojnie medialnej częściej i mocniej powinni zabierać głos osoby spoza rządu. Nie wolno narażać Premiera, aby przy eskalacji tej wojny medialnej był zmuszony do wystąpienia podobnego do słynnego przemówienia Becka z maja 39 roku. Może, choć w części warto je Niemcom przypomnieć: "Jest tylko jedna rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor'. Trzeba też dodać, ze jesteśmy z tych słów dumni, bo przecież wiadomo, że i bez tych słów Hitler i tak by napadł na Polskę. Zatem głos powinny zabierać osoby, które bezpośrednio doświadczyły okrucieństw niemieckich, czy bliscy takich osób. Ci, którzy bez najmniejszego lęku mogą mówić o barbarzyńskich metodach prowadzenia wojny przez idola ówczesnych Niemiec Hitlera. Będąc pod wrażeniem opowieści p. Wilhelma Brasse /dopiero teraz przyznał się do fotografowania zbrodni i zbrodniarzy w Auschwitz - Newsweek 35/2006 / o oprawieniu w wytatuowaną, wygarbowaną skórę zdjętą z szerokich pleców młodego mężczyzny Biblii, napisałem c.d. wspomnianego wyżej listu, w którym znalazły się słowa o robieniu przez Niemców z podobnie zdjętej ludzkiej skóry abażurów, także z ciała mydła, czy z włosów sukna. Opiniujący w redakcji Rzeczpospolitej listy p. Gottesman listu nie puścił, a mnie powiedział, że epatuję cierpieniem. Do dzisiaj nie wiedziałem, czym tę odmowę wytłumaczyć. Wyjaśnił mi to Premier w swoim wywiadzie dla Rzeczpospolitej 16-17.12.2006. "Powstało w kraju szaleństwo ekspiacji" i mój list nie wpisywał się w te szaleństwo. Dosyć, więc tych szaleństw i trzeba przypomnieć te potworne zbrodnie jakich dokonali Niemcy na ludności i państwie polskim. Trzeba szydzić z nich jak oni szydzą z nas. We Wprost nr 46/2006 znajdują się dwa artykuły mówiące o wyszydzaniu Polaków w RFN. Jaka była nasza odpowiedź? Gorzej niż skromna. W nr 48/2006 znalazł się list czytelniczki, bojącej się jednakże z jakiś tam względów pod nim podpisać. Mimo tego pogratulować Wprost za odwagę gdy czytamy "dobry Niemiec to martwy Niemiec". A gdzie są nasi satyrycy? Uświadomijmy niemieckiemu społeczeństwu, że inicjatywa Eriki Steinbach jest wskrzeszaniem upiorów II-giej wojny światowej. Że te upiory straszne, ohydne, pozbawione człowieczeństwa wywodzą się z narodu niemieckiego. Że kaci powinni "siedzieć cicho" i szkoda, że z tego nie korzystają. Że ponad milion Niemców znalazło się po wojnie na listach zbrodniarzy wojennych. I w końcu, że żyją w zjednoczonych Niemczech w dużej mierze dzięki wysiłkowi polskiej "Solidarności".
Trzeba także im powiedzieć, że mają szansę "siedzenia cicho", bo oprócz tego, ze jesteśmy dumni, jesteśmy także wspaniałomyślni i wybaczamy winy tym, co się przyznają do winy, ale nie tym, co próbują zrzucić te winy na nas. Jeśli z tej szansy nie skorzystają posuniemy się do takich samych prowokacji, bo niestety w wojnie medialnej zarówno prawda jak i zamierzona prowokacja odnoszą sukcesy. Nie będziemy mówić o nich inaczej jak hieny.
Andrzej Rzewnicki
Po co i dla kogo Powiernictwo Polskie?
Po co i dla kogo Powiernictwo Polskie?
W ostatnich latach nasiliły się w Niemczech tendencje, których myślą przewodnią jest ukazanie Niemców, jako ofiar II Wojny Światowej, zwłaszcza w sferze utraconego przez niemiecką ludność cywilną majątku i szkód wynikłych wskutek tak zwanych wypędzeń. Dzieje się tak mimo wspólnych, zmierzających do trwałego pojednania, polsko-niemieckich inicjatyw, jak choćby powołanie do życia Fundacji “Krzyżowa” oraz wbrew obustronnym, oficjalnym deklaracjom o uznaniu istniejącego we wzajemnych stosunkach stanu formalno-prawnego za ostatecznie obowiązujący.
Inicjatywy niemieckie - działania Związku Wypędzonych i Powiernictwa Pruskiego, zmierzają do prawnego usankcjonowania roszczeń tzw. ziomkostw i innych organizacji rewizjonistycznych, oraz do uznania Polaków za współwinnych tragedii, jaką była niemiecka okupacja ze wszystkimi okrutnymi jej konsekwencjami.
Znamienne i zasmucające, że próby takiego zafałszowania historii przybierają na sile po upadku w Europie Środkowej i Wschodniej komunistycznego systemu totalitarnego, zburzeniu Muru Berlińskiego i zjednoczeniu Niemiec, w których to wydarzeniach Polska miała udział zarówno bezpośredni, jak i inspirujący.
Aby nie dopuścić do narastania tych roszczeń, oraz w celu rzeczywistego zadośćuczynienia szkodom poniesionym przez faktyczne ofiary niemieckiej okupacji - cywilną ludność polską, powołujemy do życia Powiernictwo Polskie. Zadaniem Stowarzyszenia jest reprezentowanie i obrona interesów tych wszystkich, którzy utracili w czasie działań wojennych swój majątek ruchomy i trwały, oraz ich spadkobierców. Niezależnie od tego, czy pokrzywdzeni lub ich spadkobiercy zamieszkali są na stałe na terenie Polski, czy poza jej granicami.
Owa reprezentacja zmierzać ma do prawnego uznania szkód doznanych przez pokrzywdzonych i uzyskania przez nich finansowego zadośćuczynienia za owe szkody. Za pośrednictwem Powiernictwa Polskiego wszyscy wypędzeni w czasie II Wojny Światowej ze swoich domów i majątków ziemskich Polacy będą mogli kierować wnioski o odszkodowanie do rządu Niemiec. Rodziny cywilnych ofiar zbrodni popełnionych przez niemieckich okupantów, ludzi zamordowanych bez sądu, bez prób jakiegokolwiek bezpośredniego uzasadnienia tego okrucieństwa, także zyskają możliwość dochodzenia swych praw do odszkodowań za wyrządzone przez hitlerowskie Niemcy krzywd.
Zorganizowana i ujednolicona, skupiona w jednej organizacji, oraz oparta na właściwych podstawach prawnych, akcja wywierania nacisku, może przynieść właściwy skutek. Poszkodowani oraz ich spadkobiercy, w oparciu o posiadaną legalna dokumentację, mogą powierzać swoje roszczenia Stowarzyszeniu, mając równocześnie wgląd w jego działalność.
Powierzenie w celu reprezentowania interesów dotyczy w szczególności:
• Zebrania, udokumentowania (np. wypisy z ksiąg wieczystych, udokumentowane relacje świadków, uprawnione opinie rzeczoznawców), oszacowania i spisania krzywd i wynikających z nich roszczeń wobec rządu Niemiec
• Żądania wsparcia roszczeń i ochrony dyplomatycznej ze strony Państwa Polskiego
• Reprezentowanie pokrzywdzonych na drodze prawnej przed właściwymi sądami.
Powiernictwo Polskie dostrzega także nierozstrzygniętą w dalszym ciągu kwestię mienia zabużańskiego oraz straty poniesione przez dawnych obywateli polskich zamieszkujących obecnie na terytoriach krajów dawnego ZSRR. Tak, jak niezaspokojone są roszczenia Polaków wysiedlonych z przedwojennych obszarów Polski, tak rządy państw obecnie zajmujących te terytoria nie wypłaciły do tej pory swym obywatelom pochodzenia polskiego należnych odszkodowań za konfiskatę majątku. Do zadań Stowarzyszenia należy udzielanie pomocy prawnej tym, którzy choć teraz są obywatelami innych krajów, nie otrzymali wsparcia od swoich rządów w kwestii uznania ich roszczeń.
Ponadto Powiernictwo Polskie z całą stanowczością domagać się będzie uznania historycznych faktów i nie przekłamywania historii, tak, jak ma to miejsce na przykład w przypadku zbrodni katyńskiej. Konieczne jest uznanie przez rząd rosyjski tej tragedii za zbrodnię przeciwko ludzkości, bo tym właśnie była w istocie.
Działalność edukacyjna i informacyjna jest - obok kwestii odszkodowawczych - najistotniejszą sferą aktywności Powiernictwa Polskiego.
Wśród środków, jakie winny być użyte przy realizacji zadań Stowarzyszenia najistotniejsze są:
• Przeprowadzenie akcji informacyjnej skierowanej zarówno do narodu niemieckiego, jak i wszystkich narodów europejskich, w tym także Polaków
• Ustalenie na ile zasadne jest usankcjonowanie roszczeń w odrębnych przepisach prawnych
• Pozyskiwanie kolejnych właścicieli zainteresowanych uzyskaniem odszkodowań oraz innych form zadośćuczynienia.
• Wywieranie nacisku na poszczególne rządy w kwestii likwidowania przekłamań i zafałszowań historii oraz mówienia prawdy o historii wzajemnych relacji najbliższych sąsiadów Polski z naszym krajem.
W ostatnich latach nasiliły się w Niemczech tendencje, których myślą przewodnią jest ukazanie Niemców, jako ofiar II Wojny Światowej, zwłaszcza w sferze utraconego przez niemiecką ludność cywilną majątku i szkód wynikłych wskutek tak zwanych wypędzeń. Dzieje się tak mimo wspólnych, zmierzających do trwałego pojednania, polsko-niemieckich inicjatyw, jak choćby powołanie do życia Fundacji “Krzyżowa” oraz wbrew obustronnym, oficjalnym deklaracjom o uznaniu istniejącego we wzajemnych stosunkach stanu formalno-prawnego za ostatecznie obowiązujący.
Inicjatywy niemieckie - działania Związku Wypędzonych i Powiernictwa Pruskiego, zmierzają do prawnego usankcjonowania roszczeń tzw. ziomkostw i innych organizacji rewizjonistycznych, oraz do uznania Polaków za współwinnych tragedii, jaką była niemiecka okupacja ze wszystkimi okrutnymi jej konsekwencjami.
Znamienne i zasmucające, że próby takiego zafałszowania historii przybierają na sile po upadku w Europie Środkowej i Wschodniej komunistycznego systemu totalitarnego, zburzeniu Muru Berlińskiego i zjednoczeniu Niemiec, w których to wydarzeniach Polska miała udział zarówno bezpośredni, jak i inspirujący.
Aby nie dopuścić do narastania tych roszczeń, oraz w celu rzeczywistego zadośćuczynienia szkodom poniesionym przez faktyczne ofiary niemieckiej okupacji - cywilną ludność polską, powołujemy do życia Powiernictwo Polskie. Zadaniem Stowarzyszenia jest reprezentowanie i obrona interesów tych wszystkich, którzy utracili w czasie działań wojennych swój majątek ruchomy i trwały, oraz ich spadkobierców. Niezależnie od tego, czy pokrzywdzeni lub ich spadkobiercy zamieszkali są na stałe na terenie Polski, czy poza jej granicami.
Owa reprezentacja zmierzać ma do prawnego uznania szkód doznanych przez pokrzywdzonych i uzyskania przez nich finansowego zadośćuczynienia za owe szkody. Za pośrednictwem Powiernictwa Polskiego wszyscy wypędzeni w czasie II Wojny Światowej ze swoich domów i majątków ziemskich Polacy będą mogli kierować wnioski o odszkodowanie do rządu Niemiec. Rodziny cywilnych ofiar zbrodni popełnionych przez niemieckich okupantów, ludzi zamordowanych bez sądu, bez prób jakiegokolwiek bezpośredniego uzasadnienia tego okrucieństwa, także zyskają możliwość dochodzenia swych praw do odszkodowań za wyrządzone przez hitlerowskie Niemcy krzywd.
Zorganizowana i ujednolicona, skupiona w jednej organizacji, oraz oparta na właściwych podstawach prawnych, akcja wywierania nacisku, może przynieść właściwy skutek. Poszkodowani oraz ich spadkobiercy, w oparciu o posiadaną legalna dokumentację, mogą powierzać swoje roszczenia Stowarzyszeniu, mając równocześnie wgląd w jego działalność.
Powierzenie w celu reprezentowania interesów dotyczy w szczególności:
• Zebrania, udokumentowania (np. wypisy z ksiąg wieczystych, udokumentowane relacje świadków, uprawnione opinie rzeczoznawców), oszacowania i spisania krzywd i wynikających z nich roszczeń wobec rządu Niemiec
• Żądania wsparcia roszczeń i ochrony dyplomatycznej ze strony Państwa Polskiego
• Reprezentowanie pokrzywdzonych na drodze prawnej przed właściwymi sądami.
Powiernictwo Polskie dostrzega także nierozstrzygniętą w dalszym ciągu kwestię mienia zabużańskiego oraz straty poniesione przez dawnych obywateli polskich zamieszkujących obecnie na terytoriach krajów dawnego ZSRR. Tak, jak niezaspokojone są roszczenia Polaków wysiedlonych z przedwojennych obszarów Polski, tak rządy państw obecnie zajmujących te terytoria nie wypłaciły do tej pory swym obywatelom pochodzenia polskiego należnych odszkodowań za konfiskatę majątku. Do zadań Stowarzyszenia należy udzielanie pomocy prawnej tym, którzy choć teraz są obywatelami innych krajów, nie otrzymali wsparcia od swoich rządów w kwestii uznania ich roszczeń.
Ponadto Powiernictwo Polskie z całą stanowczością domagać się będzie uznania historycznych faktów i nie przekłamywania historii, tak, jak ma to miejsce na przykład w przypadku zbrodni katyńskiej. Konieczne jest uznanie przez rząd rosyjski tej tragedii za zbrodnię przeciwko ludzkości, bo tym właśnie była w istocie.
Działalność edukacyjna i informacyjna jest - obok kwestii odszkodowawczych - najistotniejszą sferą aktywności Powiernictwa Polskiego.
Wśród środków, jakie winny być użyte przy realizacji zadań Stowarzyszenia najistotniejsze są:
• Przeprowadzenie akcji informacyjnej skierowanej zarówno do narodu niemieckiego, jak i wszystkich narodów europejskich, w tym także Polaków
• Ustalenie na ile zasadne jest usankcjonowanie roszczeń w odrębnych przepisach prawnych
• Pozyskiwanie kolejnych właścicieli zainteresowanych uzyskaniem odszkodowań oraz innych form zadośćuczynienia.
• Wywieranie nacisku na poszczególne rządy w kwestii likwidowania przekłamań i zafałszowań historii oraz mówienia prawdy o historii wzajemnych relacji najbliższych sąsiadów Polski z naszym krajem.
Subscribe to:
Posts (Atom)